Klub Miłośników Transportu Miejskiego w Chorzowie Batorym

Wybierz kierunek jazdy:


Tramwajowa linia turystyczna
Aktualności
Informacje o Klubie
Władze i zespoły Klubu
Statut
Organizowane imprezy
Kronika działalności Klubu
Kronika imprez
Wydawnictwa


Kronika imprez: Nocna podróż bez spalin
(22/23.09.1995)



Takie były początki - pięciu uczniów Technikum Elektronicznego w Sosnowcu wymyśliło niecodzienny pomysł na zwiedzanie Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Historię tą odtworzył ze wspomnień prowodyr tej imprezy, Bogusław Molecki...

Mapka

W zasadzie byłem już absolwentem - z początkiem października miałem znaleźć się we Wrocławiu, z dala od GOPu, w którym zdążyłem się zadomowić i ulubionych tramwajów z uskrzydlonymi herbami na burtach... Postanowiliśmy urządzić sobie, korzystając z okazji, całonocną wycieczkę w tramwajach.

Wyposażeni w rozkłady jazdy rozpoczęliśmy wycieczkę o 19.27 w Sosnowcu na pętli Kazimierz Górniczy. Pociągiem 2701 (2*105Na) udaliśmy się do centrum miasta. Na Ludwiku zauważyliśmy zjeżdżający od KWK Sosnowiec tramwaj 2401 (105Na), więc skwapliwie dokonaliśmy przesiadki. Dodatkowy punkt zbiórki (nie wszyscy jechaliśmy z Kazimierza) ustaliliśmy bowiem pod dworcem PKP Sosnowiec Główny, a jak wiadomo leniwy człowiek woli podjechać...

Po kwadransie oczekiwania, spod dworca PKP ruszyliśmy w piątkę w kierunku Huty Katowice. Tramwajem 2103 (105Na) dojechaliśmy na miejsce o 21.05. Tu nastąpiło pierwsze rozczarowanie - wydawało nam się, że nad hutą powinna być widoczna łuna - tymczasem takowej nie znaleźliśmy. Wsiedliśmy więc szybko do pociągu 2201 (105Na) zjeżdżającego do zajezdni w Będzinie. Jedynym problemem, który napotkaliśmy w czasie jazdy, było wyjaśnienie motorowemu na przystanku Będzin Przemsza (ostatni na trasie linii 22 przed zjazdem), że znamy trasę i chcemy jechać do zajezdni...

Pod zajezdnią wsiedliśmy do 2705 (2*105Na) udającego się w kierunku Kazimierza. Właśnie minęła 22... Po przeszło dwudziestu minutach jazdy znaleźliśmy się ponownie na dworcu głównym w Sosnowcu. W tym momencie stało się jasne, że nie dołączy do nas znajomy miłośnik z Gliwic (obecny V-ce Prezes, Robert Blicharz). A było to w czasach, kiedy aglomeracyjne przewozy kolejowe na trasie Gliwice - Zawiercie (a więc i Sosnowiec) nie były jeszcze fikcją...

O 22.40 pomknęliśmy zjeżdżającym 1506 (2*105Na) do zajezdni Bogucice w Katowicach, której właśnie zmieniono nazwę na Zawodzie. Tam po chwili wsiedliśmy do PN214 (105Na), pierwszego w czasie naszej wycieczki prawdziwego pociągu nocnego. Dla niejednego z nas był to zresztą pierwszy tramwaj nocny w życiu... w dodatku ekspresowy - ze względu na pustki w wozie i na przystankach do Rynku dojechaliśmy praktycznie bez zatrzymań.

Na Rynku zachwyt uczestników wzbudziła reklama wisząca na budynku, wykonana w postaci ekranu złożonego z zielonych, żółtych i czerwonych diod LED. Obecnie nie jest to nic szczególnego, ale wówczas... I to w nocy!

Z Rynku o godzinie 23.41 odjeżdżał ostatni tramwaj dzienny do Bytomia (604) - żeby było ciekawiej wracał on jeszcze na Brynów, dojeżdżał do Stadionu Śląskiego i dopiero po drugiej w nocy, jako ostatni tramwaj dzienny, zjeżdżał do katowickiej zajezdni... O dziwo obydwa wagony (2*105Na), którymi jechaliśmy, były wypełnione pasażerami. Do Bytomia dojechaliśmy 25 minut po północy.

Po dwudziestu minutach oczekiwania na największym dworcu tramwajowym na Śląsku, wsiedliśmy całą paczką do PN232 jadącego do Zabrza. Mieliśmy mieszane uczucia, jako że był to fragment trasy, który chcieliśmy pokonać tam i z powrotem. Jak się później okazało, nasze obawy były słuszne. Póki co jednak w ramach promocji poznaliśmy miłego pana, znajdującego się w stanie wskazującym, który za wszelką cenę chciał dojechać na Godulę (Ruda Śląska). Usnął jednak, biedaczek, w dziewiątce - ta zaś z Chorzowa zjechała prosto do zajezdni na Stroszku, uniemożliwiając mu wysiadkę w drodze powrotnej...

Pracownicy zajezdni zajęli się zaspanym podróżnym, wsadzając go we właśnie wyruszającą nockę. Tam, na placu Sikorskiego zapoznał się z nami. Wizja spaceru na Godulę nie przerażała go zbytnio (połączenia bezpośredniego o tej porze nie było), tyle że - jak to on - chwilę później przegapił rozgałęzienie na Szombierkach. W tej sytuacji zasugerowaliśmy dalszą podróż razem z nami (i tak mieliśmy tamtędy wracać...).

PN232 tymczasem wjechał na tor objazdowy pętli Biskupice. Po chwili motorniczy wyszedł z kabiny i stwierdził, że ze względu na roboty torowe, w dalszą podróż udamy się Nyską. Na nic zdały się tłumaczenia, że my będziemy zaraz wracać. "Do Nyski i już!" - ani my, ani miły znajomy pan nie mieliśmy wyjścia... Miejsca w Nysce zostały wypełnione wraz z piasecznicą (razem z nami podróżowała skrzynka z piaskiem, na której siedział piszący te słowa). Kłopot pojawił się na placu Wolności w Zabrzu. W momencie, gdy nasza szóstka nie opuściła pojazdu, "motorniczy" spytał się, dokąd my właściwie jedziemy...

Nie przypominam sobie dokładniejszej spowiedzi miłośnika ("...kazali nam wysiąść i temu panu też...")... W każdym razie kierowca Nyski zmiażdżył nas wzrokiem, wysadził na placu Wolności, nakazując oczekiwanie nań na przystanku od dworca PKP. Spytał jeszcze, czy mamy chociaż bilety - widząc pięć sztuk miesięcznych, ewentualnie pięciodniowych zamruczał coś pod nosem i odpuścił. Co ciekawe: kierowca (jak każdy motorniczy) prowadził sprzedaż biletów!

Wsiadając ponownie do Nyski (wraz z dwoma dziewczynami z obsługi restauracji na placu Wolności, która właśnie zamykała swoje podwoje), zrobiliłmy solidny tłok. Piasecznica nie wystarczyła - groziły już nawet miejsca stojące (w kucki), ale ostatecznie jakoś się usadowiliśmy. Przeskakując na Biskupicach z powrotem do pojedyńczej 105Na mieliśmy uczucie wszechogarniającego komfortu. A mrukliwy kierowca poszedł pomarudzić na nas do regulatora, dzięki czemu motorowy wchodząc do kabiny zlustrował całą naszą grupę rozbawionym wzrokiem.

W trakcie jazdy do Bytomia, na Szombierkach, wysadziliśmy naszego znajomego miłego pana. Miał koszmarny problem - był szczęśliwy, że trafi do domu i bardzo nam dziękował, ale wiedział, że nikt mu nie uwierzy, że zasnął w dziewiątce i miłośnicy tramwajów, wałęsający się w nocy po województwie, odstawili go do domu... W każdym razie wysiadł.

Na plac Sikorskiego trafiliśmy za minutę druga. O 2.15 przesiedliśmy się do drugiej bytomskiej "nocki" - PN231 (105Na) i dojechaliśmy do Rudy Śląskiej Chebzie. Była 2.38 i czas na najdłuższą (półgodzinną) przerwę na trasie.

Zaowocowało to mnóstwem interesujących obserwacji, w tym analizą działania sygnalizacji przez niedoszłych techników elektroników. "Zaraz, zaraz - jak on tu zgasił to tam mu się zaświeciło?!" i inne podobne problemy wymagały głębszego omówienia...

Tuż po trzeciej jeden z uczestników wycieczki był już na tyle obeznany z pętlą na Chebziu, że zapragnął jechać dalej. Tymczasem PN100, który planowo miał odjazd o 3.08, stał sobie cichutki i ciemny przy posterunku regulatora. Wizyta u regulatora potwierdziła czas odjazdu. Nagle ciszę pętli obsadzonej drzewami przerwał hałas budzika. Razem z obudzonym motorniczym udaliśmy się w dalszą drogę pierwszym tej nocy przegubowcem (102Na). Dojechaliśmy nim do ulicy Piekarskiej na Batorym. Piechotką przeszliśmy pod zajezdnię, lustrując przydrożne kioski. Najbardziej zaintrygował nas "Miś", jednak ze względu na wczesną porę nie istniały realne możliwości zakupu...

Pod zajezdnią, już mocno śpiący, usadziliśmy się w PN221 (102Na) do Rynku w Chorzowie. Zrezygnowaliśmy z odwiedzin w Siemianowicach Śląskich i postanowiliśmy wracać. Do dworca PKP w Katowicach złapaliśmy - już dzienny - 115 (2*105Na), w którym było nam tak ciepło i wygodnie, że ciężko było oprzeć się spaniu. Dalej PN223 (102Na) do pętli Zawodzie, 1504 (2*105Na) z zajezdni do Sosnowca i 2707 (2*105Na) na Kazimierz. Wysiadając z tramwaju na pętli, spojrzałem na zegarek - była 6.07. 10 godzin i 40 minut od rozpoczęcia imprezy...

Podczas jazdy odwiedziliśmy 9 miast: Sosnowiec, Będzin, Dąbrowę Górniczą, Katowice, Chorzów, Bytom, Zabrze, Rudę Śląską i Świętochłowice. Przejechaliśmy w sumie równe 150 kilometrów. W imprezie wzięli udział: Adam i Bogusław Moleccy oraz Arek, Dziwny i Newton - koledzy z Technikum Elektronicznego w Sosnowcu...

Imprezę zorganizował (po czym chwalił się w PKT jazdą nocną Nyską PN232) Bogusław Molecki.

fot. Adam Molecki
Młody Bogusław Molecki na Chebziu

Podczas imprezy nie zrobiliśmy żadnego zdjęcia - zachował się jedynie zrobiony jeszcze w dzień na Rudzie Chebzie portet prowodyra...

Właśnie wówczas powstały pierwsze bilety pamiątkowe.

fot. Bogusław Molecki
Bilet pamiątkowy


Relację sporządził: Bogusław Molecki.





© 1999-2017 Klub Miłośników Transportu Miejskiego w Chorzowie Batorym. Wszystkie prawa zastrzeżone.